poniedziałek, 31 marca 2014

Paczuszka od Edytki

 Paczuszka od Edytki przyszła w piątek, a ja dopiero dzisiaj się chwalę. Powód - a no taki: wzięłam aparat, by na gorąco zrobić zdjęcia zawartości, a tu baterie rozładowane, więc trzeba je podłączyć do ładowarki. Kiedy już baterie się naładowały, zrobiłam zdjęcia  i  czekam na powrót ze szkoły moich córek, bo przecież jeszcze nie pojęłam tych technicznych zawiłości i jestem zdana na ich pomoc. No więc, gdy już są moje pociechy i proszę, by przeniosły mi zdjęcia na nowy post, okazuje się, że nie możemy znaleźć usb do przenoszenia z karty pamięci. Sobota zeszła nam na szukaniu, by wreszcie znaleźć ten "przenośnik". Ponieważ w sobotę miałam inne zajęcia, tak więc odłożyłam na niedzielę. Ale w niedzielę moja przyjaciółka Zosieńka zaprosiła mnie na kawkę, więc zostawiłam "gospodarstwo" na głowie męża i myknęłam za miasto. 
Dopiero dzisiaj siadłam na chwilę i nadrabiam zaległości. Oto moja nagroda za udział w zabawie blogowej u Edytki. Polegała na podaniu najbliższej prawdy liczby, ile to zajączków powycinała Edytka. Było tego naprawdę dużo i podałam, że ok. 750 sztuk. I tak nie trafiłam, ale liczba ta była najbliższą liczby wyciętych zajączków. Dla ciekawych odsyłam do tego posta.
I tak oto stałam się posiadaczką tych kolorowych motylków:



bielutkich, z serduszkową "łatką" zajączków:


bielutkich, serduszkowych kurek:


oraz prześlicznych wielkanocnych karteczek właśnie z tymi zajączkami, które były przedmiotem blogowej zabawy:




Śliczne, nieprawdaż? Bardzo się cieszę, bo to moja pierwsza wygrana. Dzięki, Edytko, za tę zabawę i dzięki, za niespodziankę, jaką mi zrobiłaś, dokładając do tych karteczek owe motylki, kurki i zajączki.


Na koniec moje "nieudolne" pisanki. Dopiero jak je zrobiłam, przyszedł mi do głowy pomysł, że powinnam najpierw te styropianowe jajko albo pomalować, albo wykleić kolorową bibułką i dopiero zrobić szydełkową osłonkę. Pruć nie będę - zostaną takie, jakie są, w końcu to mój pierwszy raz w robieniu szydełkowych pisanek. Może następne będą ładniejsze, pod warunkiem, że je zrobię!
Ta żółta troszkę wytarmoszona przez Bambusia, który "upolował" sobie zabaweczkę i zdążył ją przeturlać po podłodze, a gdy chciałam ją mu zabrać, złapał w pyszczek i warcząc uciekał. Dopadłam go w kuchni pod stołem i zabrałam, za co się obraził. Całe szczęście, że nie rzucił mi się na plecy, by mnie "ukarać", co miał w zwyczaju robić, gdy był rocznym kotem. O, wtedy musiałam się mieć na baczności, bo jak tylko coś mu się nie podobało, właśnie skakał mi na plecy, a gdy ratowałam się ucieczką latał za mną dotąd, dopóki nie skoczył i nie dziabnął pazurkiem! Rozkoszny kotek, nie ma co!






czwartek, 27 marca 2014

Chusta - pół - chusta

Wreszcie skończyłam chustę - pół - chustę. Tak jak pisałam poprzednio, w trakcie robótki włóczka układała się w pasy. Jeszcze w początkowych rzędach nie raziło mnie to, ale już w końcowej fazie pasy układały się szersze i to już zaczęło mnie drażnić. Dlatego chusta została spruta. W dalszym ciągu podtrzymuję swoje zdanie odnośnie prucia mohairu - nie polecam - w ten sposób zmarnowałam prawie połowę włóczki i choć ratowałam co mogłam, część musiałam odrzucić.  Dlatego wyszła pół - chusta.
W dodatku w melanżu przewijał się kolor biały i ten kolor również mi nie pasował, musiałam go odcinać. (Tak jak w chuście z tego postu). Po tamtym pracochłonnym wzorze i po pruciu, straciłam zapał, ale ponieważ dałam sobie za punkt honoru zrobić z tej włóczki chustę, zawzięłam się i wybrałam najprostszy wzór- owe węzły Salomona. I gdyby nie ta poparzona ręka, robótka wykonana byłaby w ciągu jednego - dwóch wieczorów. A tak musiała swoje odleżeć. Na szczęście ręka wygojona (jeszcze czegoś takiego nie miałam, żeby z głupiego oparzenia zrobił się stan zapalny - prawie zakażenie). Wydałam na leki i opatrunki ponad 100 zł .  (Ile to by było kłębuszków włóczki!) Dodam, że nie zawsze trzeba słuchać poleceń tylko jednego lekarza, ten w szpitalu zapisał mi siatkę bactigras, oczywiście nie pomogła, maść z antybiotykiem - również nie pomogła, dopiero pomógł przepisany przez moją kuzynkę - lekarkę, octenisept spray. Przy okazji darmowa reklama tego leku. (Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub z farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu i zdrowiu! ) (hi,hi)

I tak oto przedstawia się moja pół - chusta. Zdjęcia, niestety nie oddają jej prawdziwego wyglądu, mimo dodatku szarego, jest bardzo energetyczna, a ożywiają ją kolory różu, maliny i wina.








Przy robieniu zdjęć było trochę żartów i udało mi się zrobić kilka zdjęć moich rozbrajających córeczek. Chciałam pokazać tu wszystkie fotki, ale moje córcie zagroziły, że skasują je, jeśli umieszczę na blogu. Dostałam pozwolenie(!) tylko na tę jedną!
   



A tu zapowiedź mojej następnej robótki. Ciekawa jestem, czy zgadłybyście cóż to takiego dziergam?




wtorek, 25 marca 2014

Zaległe wyróżnienia

Nadrabiam zaległości, ale tym razem nie robótkowe, tylko "wyróżnieniowe".
Swego czasu zostałam  nominowana przez Elli do:



Za nominację tę bardzo Jej dziękuję - to już drugie wyróżnienie, jakie od Niej otrzymałam. Ale ponieważ pytania, na które miałam odpowiedzieć pokrywają się z pytaniami z pierwszej nominacji, toteż również i odpowiedzi  będą takie same, jak w tym poście.

Drugie wyróżnienie otrzymałam od mojej córci Basi z bloga: "Książki, herbatka i ja".

Oto pytania i moje odpowiedzi:

1. Przez jeden dzień jesteś bohaterem w powieści. Jaką byś wybrała książkę i dlaczego?
Do tej pory książka, która była i jest bliską memu sercu to "Quo Vadis" Henryka Sienkiewicza. Zatem wybrałabym Ligię. Zawsze byłam bardzo romantyczna i ta miłość między Ligią a Markiem Winicjuszem wywarła na mnie piorunujące wrażenie. O takiej miłości marzyłam zawsze, taką miłość chciałam przeżyć. I choć nie tak burzliwie, ale tak pięknie i wzruszająco, jak Ci główni bohaterowie powieści!

2. Idziesz ulicą i nagle spotykasz bardzo podobną osobę do Ani Shirley. Pyta Ciebie o godzinę i nagle okazuje się, że to właśnie jest ta Ania z Zielonego Wzgórza. O co byś najpierw ją zapytała? Jak przebiegałaby Wasza rozmowa?
Czytałam ten cykl powieściowy o Ani kilka razy. W trakcie czytania nieraz zadawałam sobie pytania, dlaczego akurat takie wybory życiowe, a nie inne były przed główną bohaterką. Może wybiorę najprostszy: dlaczego tak długo broniła się przed uczuciem Gilberta, będąc w nim zakochana? Na pewno nasza rozmowa byłaby długa, bo przecież Ania zawsze była gadułą, a jeśli okazałybyśmy się pokrewnymi duszami, to pewnie kilka godzin by takie spotkanie trwało!


3. Pisałaś albo piszesz wiersze? Jeśli tak, o czym głównie one były/są?
Pisałam kiedyś wiersze o miłości, o moim kocie, o moim mieście. Później parę wierszyków napisałam dla moich córeczek i te wierszyki tylko przetrwały. Może kiedyś umieszczę je na swoim blogu (dla potomności - hi,hi).

4. Przed snem nagle wymyśliłaś świetną fabułę do książki. O czym by ona była?
Może napiszę tak - kiedyś wymyślałam różne romantyczne historyjki i rzeczywiście przelewałam je na papier, nierzadko zarywając noce, póki Mama nie pogoniła mnie spać. Było tego sporo.
Ostatnio, jak byłyście malutkie wymyśliłam dla Was bajeczkę o dwóch małych ludkach - niewiele brakowało do zakończenia i gdzieś leży te opowiadanie, nieskończone.Więc może kiedyś dokończę tę bajkę i będzie dla moich wnucząt?

5. Czy są takie książki, które czytałaś więcej niż trzy razy?
Jest tych książek bardzo dużo, bo lubię wracać do takich, które wywarły na mnie głębokie wzruszenia i przeżycia. To oczywiście wymienione wyżej "Quo vadis",  to "Pan Wołodyjowski", "Krzyżacy", "Zaklinacz koni", "Lukrecja Borgia", cykl o Ani Shirley, "Tajemniczy ogród", że nie wspomnę o ..."Kubusiu Puchatku", którą to książkę czytałam Wam więcej niż trzy razy, a która nigdy się nam nie znudziła!
  
6. Co Ci się najbardziej podoba w blogosferze?
Kiedy zaglądam do moich ulubionych blogów, często wyczuwam tę pozytywną energię, która emanuje z tych stron. Może to dziwnie zabrzmi, ale tak naprawdę jest! Uwielbiam oglądać te cuda, jakie wykonują swoimi rękami dziergające, szydełkujące i zajmujące się innymi formami robótek Panie. Tak naładowana pozytywnie mam chęć i motywację do kontynuowania swojego hobby. 

7. Wybierasz się na bal maskowy, na którą zaproszeni są również bohaterowie książek. Czy rozpoznałabyś większość (wszyscy są przebrani oraz mają maski)? Z kim byś spędziła najwięcej czasu?
Na pewno nie znałabym bohaterów współczesnych, młodzieżowych książek! A jeśli spotkałabym tych, którzy przewinęli się przez karty książek, które czytałam, to pewnie najwięcej czasu spędziłabym z ... Azją Tuhajbejowiczem! I całe szczęście, że nie pytasz - dlaczego? Bo za żadne skarby nie odpowiedziałabym nikomu - to moja słodka tajemnica!!!

8. Jesteś w największej bibliotece świata. Jednak przyszłaś trochę późno, bo za pięć minut nadejdzie pora na jej zamknięcie. Zdecydowałaś się jednak na wypożyczenie trzech książek, które koniecznie musisz przeczytać. Jakie byłyby ich tytuły?
Pięć minut to stanowczo za mało - zwłaszcza, że zapomniałam karteczki, na której miałam zapisane te trzy tytuły! (hi,hi,hi)

9. Jakie masz zainteresowania oprócz czytania książek i blogowania?
Blogowanie wiąże się z moim hobby - robótkami szydełkowymi i drutowymi, poza tym uwielbiam operę, więc z przyjemnością oddaję się słuchaniu tej muzyki, moje córcie też należą do moich zainteresowań, a i koty także!

10. Pewnego dnia dostajesz e-mail od bardzo znanego autora książek. Pisze, że potrzebuje drugiej osoby do wspólnego napisania powieści. Czy zgadzasz się od razu? O czym byłaby książka, którą razem napiszecie?
Od razu - nie!  Zawsze potrzebuję czasu do namysłu, ale gdybym się zgodziła, to pewnie chciałabym napisać książkę sensacyjną, z wątkiem kryminalnym, psychologicznym. Żadnych romansów!
 
No, dała mi moja córcia do myślenia - nawet nie sądziłam, że odpowiedź na powyższe pytania zajmie mi całą godzinę!

Trzecie wyróżnienie dostałam od Iwonki, z bloga Koronki Iwonki:



Oto odpowiedzi na Jej pytania:

1. O jakiej porze dnia znajdujesz czas na swoje robótki?
O każdej porze dnia i nocy - nie mam stałej pory, wykorzystuję każdą wolną chwilę - z doskoku, między sprzątaniem, praniem, gotowaniem, czytaniem książki.

2. Ile czasu na nie przeznaczasz?
To zależy. Jednego dnia nie robię nic, natomiast przez kilka następnych, sumując, po kilka godzin.
 
3. Czy lubisz uczyć się nowych technik, czy wolisz doskonalić wcześniej poznane?
I tak i nie. Obecnie nie mam cierpliwości do uczenia się nowych technik - jestem niecierpliwa i wszelkie trudności nie działają na mnie pozytywnie. Szybko się zniechęcam i w ten sposób kończy się mój zapał. Natomiast w robótkach szydełkowych - coś nowego zawsze jest mile widziane!

4. Czy masz w swoim otoczeniu osobę podzielającą Twoją pasję?
Niestety, nie. Taką osobą była moja ś.p. Mamusia. Również swego czasu moja przyjaciółka Zosia pięknie władała drutami (szydełkiem, niestety, nie umiała), ale ze względu na chorobę kręgosłupa zaniechała tej przyjemności. Natomiast w rodzinie jestem za to podziwiana i chyba tę aprobatę najbliższych mogę uznać jako satysfakcję z tego co robię.

5. Na co zwracasz uwagę wybierając  blogi do obserwacji?
Właściwie trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo sama zastanawiam się, co skłoniło moje obserwatorki do polubienia mojego bloga. Zwłaszcza, że bardzo daleko mi do naprawdę mistrzowskich autorek swoich dzieł robótkowych - m.in. Ty, Iwonko, jesteś dla mnie taką mistrzynią.

Tak oto przedstawiają się moje odpowiedzi na pytania związane z nadanymi mi wyróżnieniami. Bardzo za nie dziękuję : Elli, Basi i Iwonce. Ponieważ wypada mi wypełnić drugie zobowiązanie, tj. wytypować blogi, które nominuję, pozwolę sobie tę przyjemność odłożyć i przygotować sobie listę pytań i listę blogów do nominacji. Za parę dni przy najbliższym wpisie to ogłoszę , bo wiąże się to z poproszeniem moich córek, by mi pomogły podlinkować, powysyłać zawiadomienia itd., ponieważ techniczna strona tego zadania, niestety, jest dla mnie na razie niewykonalna.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy odwiedzają mój blog i dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)  

piątek, 21 marca 2014

Pierwszy Dzień Wiosny

Pierwszy Dzień Wiosny - nareszcie! Słońce świeci, niebo błękitne, gdzieniegdzie białe delikatne chmurki. Zakwitły już fiołki pod naszym oknem. Czy nie jest przyjemnie? No, może bez tego porywistego wiatru byłoby całkiem milutko!
A ja dla Was mam parę wiosennych wierszyków mojej córci Hani, która jako kilkulatka zapowiadała się na poetkę, myślę, że z dobrym skutkiem. Szkoda, że teraz nie mogę Jej zmusić do napisania chociaż jednego wiersza. Ale cały skoroszyt pozostał, pieczołowicie chroniony przeze mnie, aby mojej córci nie przyszło do głowy pozbycie się tej swojej dziecięcej twórczości. ( Ja ze swoją zrobiłam dokładnie to samo, przed czym strzegę dorobek Hani - tzn wyrzuciłam swoje wiersze, pamiętniki, opowiadania do przepastnych czeluści śmietnika! Zostawiłam tylko kilka wierszyków, które napisałam dla swoich córeczek, gdy były malutkie. Może kiedyś się odważę i je tutaj umieszczę, np z okazji Dnia Dziecka.)

Zatem przenieśmy się w klimat wiosennej, dziecięcej poezji:
*
O, już krokusy spod śniegu wystają!
W ten właśnie sposób wiosnę witają.
Wiosna przychodzi w marcu - to wiecie;
wiedzą to wszystkie dzieci na świecie.
Skowronek trelem swym znaki daje,
że wiosna wędruje przez morza, kraje.
Trawa zieleni się, kwiaty rosną -
przez to się każdy zachwyca wiosną.
*
Wiosna jest naszym przyjacielem
Z wiosną spędzamy czasu wiele
Wiosna to nasze wspomnienia
Wiosna to jest słoneczny sen
Wiosna, o, wiosna - 
Radosny dzień!
*
Przyszła wiosna -
jak zawsze - piękna, radosna.
Wypuściła z rękawa
motyli grono.
Na łące już 
zrobiło się zielono.
Dookoła kwiaty rosną.
Ach!
Jak kolorowo jest wiosną!
POWROTY PTAKÓW WIOSNĄ
Wiosną ptaki powracają 
z ciepłych, dalekich krajów. 
Klekoczą, kwitają, kukają
i inne odgłosy wydają.
Głosząc wieść radosną:
- Jak pięknie witać się wiosną!
*
Przyszła pani Wiosna
cała wystrojona.
Zawołały ptaki:
- To Wiosna! To Ona!
Długie, jasne włosy
w warkocze związane miała,
pogłaskała nimi wiewiórkę,
co przed chwilą spała.
A wiewiórka - plotkara
wszystkim powiedziała, 
że panienkę - wiosenkę
przed chwilą widziała.
A Wiosna dalej sobie szła;
zazdrościły Jej wszystkie kobiety:
- Nie mamy takiej urody, niestety!
Więc odeszły zawiedzione, 
każda w swoją stronę.
A Wiosna dalej szła i szła....

I tak mogłabym tu przepisać cały ten skoroszyt, przytaczając jeszcze więcej wiosennych wierszyków, albo też i innych, ale na razie wystarczy. Jak każda Mama, tak i ja jestem dumna ze swego dziecka i za każdym razem czytając te wszystkie wierszyki, podziwiam moją Hanię, za tę Jej wrażliwość, wnikliwość obserwacji świata, które umieściła w strofach  wierszy - a przytoczone powyżej wiersze pisała jako dziewięciolatka.
Tak więc pozdrawiam wszystkich wiosennie, słonecznie, cieplutko!

czwartek, 20 marca 2014

Międzynarodowy Dzień Szczęścia

Dzisiaj - Międzynarodowy Dzień Szczęścia!
Nie będę zastanawiać się nad pytaniem "czym jest szczęście?", bo nie moim zadaniem są filozoficzne wywody  na ten temat. Wiadomo, że dla każdego człowieka szczęście to coś zupełnie innego i każdy inaczej je odbiera! 
Zatem z okazji tego Dnia, życzę Wam Szczęścia na każdy dzień  roku i w każdym działaniu. Życzę również byście były uszczęśliwiane przez osoby, które kochacie!

sobota, 15 marca 2014

Czerwona chusta

Zamiast kończyć jedną zaczętą rzecz - w tym przypadku czarne bolerko (zostały tylko rękawy) wzięłam się za dwie (!) kolejne. Tym razem z nowych włóczek. Wczoraj skończyłam jedną -  czerwoną chustę, która jest dla mojej przyjaciółki Zosi na prezent imieninowy. Co prawda do 15 maja jest jeszcze trochę czasu, ale nie chcę zwlekać na ostatnią chwilę i się denerwować - skończę czy nie skończę w terminie. Chusta gotowa, leży na półce.
Druga chusta jeszcze w połowie i nie wiem kiedy ją skończę, bo poparzyłam prawą rękę i wdał się stan zapalny. Ręka spuchnięta - w szpitalu założyli mi specjalny opatrunek - tak zwana siatka z parafiną i antybiotykiem, który mam codziennie przez 3-4 dni zmieniać; oczywiście przez to jestem unieruchomiona na pewien czas. Na szczęście jestem oburęczna i niektóre czynności mogę wykonywać lewą ręką, ale szydełkiem niestety nie potrafię. Najgorzej, że nie mogę zamoczyć opatrunku, bo cała ręka jest obandażowana. Co do chusty to nie mam dla niej przeznaczenia, może będzie dla siostry, a może spodoba się dziewczynom i zechcą ją nosić. W chwili kupowania bardzo mi się ten melanż spodobał, ale już w trakcie robienia niekoniecznie, ze względu na układ kolorów. Wolę jak kolory układają się co kilka centymetrów i w robótce wygląda to zdecydowanie inaczej. Natomiast w tym melanżu kolory układają się w pasy i według mnie nie jest to ciekawe. Pierwsze wykonanie chusty było zupełnie innym wzorem i właśnie układ kolorów w tym wzorze odstręczył mnie od kontynuowania robótki. Oczywiście sprułam. (Jeśli kiedykolwiek prułyście włóczkę mohairową, to wiecie co zostaje po takim pruciu -  cieniutki sznurek!). Nie zastanawiałam się nad poszukiwaniem kolejnego wzoru, tylko ponownie sięgnęłam po węzły Salomona i takim wzorem przerabiam drugą chustę.

Dzisiaj zatem czerwona chusta - wzór węzły Salomona, wykończona kwiatkami. Na chustę poszło mi niecałe 10 dkg włóczki, jest bardzo leciutka i co najważniejsze nie drapie.










sobota, 8 marca 2014

Kłębki, kłębuszki...

Dawno nie pisałam, ale i nie miałam czym się nowym pochwalić. Zajęcie znalazłam przy pruciu - oj, naprułam się sporo, aż musiałam i Tatusia zatrudnić, bo przecież nie samym pruciem człowiek żyje.
Po pruciu włóczka została wyprana, wysuszona, a potem ciasno zwinięta w kłębki, coby odleżała jakiś czas i "nabrała mocy"!
Sprułam: melanżowy szalik i czapkę, którą dostałam w prezencie od siostry, ale który to komplet może raz miałam na sobie. Szalik i czapka robiona gęstym splotem, było toto za grube i za ciepłe. Po spruciu okazało się, że mimo podwójnej nitki - beżowej i kremowej, wcale nie jest za gruba. Z tego zrobię chustę i cienką czapeczkę.


Spruty został czerwony sweterek. Żal mi go było, ale doszłam do wniosku, że jeśli ma leżeć kolejne kilka lat i żadna z córek go nie nałoży, to wolę spruć i zrobić coś dla siebie. Myślę nad sweterkiem, albo szalikiem i czapką robioną ściegiem angielskim. 



Kolejne prucie to kupiony za 1 zł ( słownie jeden złoty) sweter w ciuchlandzie. Czasami wstępuję do takich sklepów w poszukiwaniu włóczki, kilka razy kupiłam całe, nowiutkie kłębki za minimalną kwotę. W dniu zakupu okazało się, że wszystkie rzeczy były po złotówce, więc nie zastanawiałam się, gdy zobaczyłam robiony na drutach sweter, taki w rozmiarze 50. Spodobał mi się kolor, a i włóczka w tym swetrze była mięciutka. Przy pruciu spotkała mnie niemiła niespodzianka. Przód swetra zrobiony był w serek i  gdy doszłam do tego fragmentu okazało się, że dekolt był po prostu wycięty i każdy pruty rząd to kilkunastocentymetrowa nitka. Nie miało sensu dalsze prucie i tak połowa przodu została wyrzucona. Ale zostało sporo i moja Hania zamówiła z tej włóczki getry. Jak zostanie, a na pewno tak - coś tam jeszcze z tej włóczki zrobię.

 

W międzyczasie zrobiłam na szydełku naszyjniki, inspiracja pochodzi z bloga Rękodzieło wyczarowane z nici i szmatek. Ania w kilku postach o naszyjnikach doradzała jak zrobić takie naszyjniki, a ja skorzystałam z  Jej porad i zrobiłam takie małe coś.
Te dwa różowe to dla Basi przyjaciółki jako prezent urodzinowy. Ciekawe czy się spodoba - właśnie dzisiaj moje dziecko bawi na "urodzinkach".








Ten żółty dla mnie - akurat miałam taki skórzany rzemyk, który w sam raz nadał się do okręcenia spiralki. Plusem tych naszyjników jest to, że można je zrobić w kilkunastu kolorach i zakładać na rzemyk, jaki kolor w danym czasie potrzebujemy.



Ponadto na szydełku dziergam czarne bolerko dla Basi. Wolno mi to idzie, bo robię  tylko przy dziennym świetle, ale o tym napiszę już jak będzie gotowy,  jest robiony prostym wzorem z racji małej ilości włóczki,
(również ze  sprutego wcześniej sweterka).


 I przyjemna część mojego posta : życzę wszystkim Paniom z okazji dzisiejszego Święta jak najmilszych chwil, dużo radości i miłości na całe 365 dni roku!





  Róże, które dostałam dzisiaj, również cieszą moje koty .  Pięknie kwitnąca pelargonia, na szczęście nie jest obiektem ich zainteresowania.