poniedziałek, 26 września 2016

Sweter granny - "kwadrat babuni":))

Po długiej przerwie i ja wracam do blogowania:)). Długo to trwało, ale wreszcie po małym remoncie i  po sezonie przetwórczym znalazłam czas, by chwycić za szydełko i wydziergałam taki oto "granny sweater" na jesienny sezon dla Hani. Oczywiście najpierw musiała być z jej strony aprobata wzoru, bo inaczej dzierganie nie miałoby sensu - po zrobieniu nie włożyłaby, gdyby się nie spodobał.  Zanim zaczęłam dziergać ten sweter obejrzałam sobie w internecie przeróżne kombinacje tego fasonu i po znalezieniu kilku ciekawych, pokazałam Hani. 
                                      Z "kwadratu babuni" spodobał się najbardziej:



 przód swetra:

 tył swetra:


Nie ukrywam, że dzierganie tego swetra, po tak długiej przerwie, sprawiło mi dużą przyjemność, a na warsztacie już kolejny, tym razem dla mnie i kolejny dla córci, tym razem kołowiec. 
Jedyną przeszkodą jest mój słaby wzrok, zauważyłam, że zapadające szybko wieczory powodują u mnie "kurzą ślepotę" i niestety muszę przerywać dzierganie. Konieczna wizyta u okulisty i zrobienie nowych okularów! 
Serdecznie pozdrawiam Was wszystkich po tak długiej przerwie:)))

środa, 3 sierpnia 2016

Letnie upały i skutki odwodnienia

Mam zaległości w zaglądaniu do Was i zostawianiu komentarzy. Zawsze staram się być na bieżąco, ale od ubiegłego tygodnia jestem chora - ponowne zapalenie zatok i infekcja gardła. Niby nic wielkiego, nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni i wcale nie pisałabym tu o tym, gdyby nie to, że chcę tutaj ostrzec wszystkich, którzy zbyt mało piją płynów w tak upalne dni, w szczególności, którym przytrafiło się w takich dniach przeziębienie.
Nigdy nie miałam większej potrzeby picia wody, wystarczało mi: kubek herbaty rano i wieczorem, w południe kawa i trochę zupy, jeśli była na obiad, w lecie raczej zupy nikt nie chciał jeść, więc okazjonalnie od czasu do czasu na życzenie Taty gotowałam i wtedy jadłam również. W sumie płynu w ciągu doby dostarczałam swojemu organizmowi niecały litr. Tymczasem w ubiegłym tygodniu infekcja zbiegła się również z chodzeniem na zastrzyki z "Movalisu"- to od bólu kolana i kręgosłupa. Codzienna jazda na zastrzyk na drugi koniec miasta, w upał, w przeciągu - otwarte okna w autobusie, robienie zakupów w sklepach, gdzie włączona na "zamrożenie" wchodzących ludzi klimatyzacja (szok termiczny) spowodowała u mnie  właśnie przeziębienie. W sobotę pojechałam z gorączką na zastrzyk i na poradę lekarską. I tu zaczyna się mój horror. W drodze powrotnej do domu straciłam orientację. Nie pamiętam jak wróciłam do domu, z relacji Basi wiem, że zachowywałam się dziwnie, nie wiedziałam gdzie byłam, co robią w mojej torbie leki i zastrzyki, kilka razy pytałam ją o to samo, aż wreszcie przestraszona moim zachowaniem córka, zamówiła taksówkę i zawiozła mnie do szpitala do tej samej pani doktor. Oczywiście nie pamiętałam, że u niej byłam. Skierowała mnie na SOR, gdzie spędziłam dobrych kilka godzin pod kroplówkami. Podejrzewano wstrząs po zastrzyku, ale potem okazało się, że przyczyną było wszystko - odwodnienie, infekcja z gorączką, ropne zapalenie zatok, zastrzyk. Zrobiona tomografia komputerowa nic nie wykazała, więc po kroplówkach i zbadaniu przez neurologa i laryngologa wróciłam do domu. Do tej pory nie mogę się po tym otrząsnąć, jestem nieskoncentrowana, oszołomiona, słaba. Soboty prawie nie pamiętam, ot jakieś przebłyski - bardziej z relacji moich córek. 
Kubek pełny wody zawsze mam pod ręką i piję, jak mi zalecono. Ponoć jeszcze przez kilka dni mogę odczuwać skutki niedotlenienia. Oczywiście robótki poszły na razie w odstawkę, dlatego też nie zaglądam na fb, na blogera, nigdzie nie dzwonię, bo  się szybko męczę.
Ten wpis też bardzo mnie wymęczył, ale chciałam go napisać - ku przestrodze dla siebie i dla wszystkich, jak ważne jest uzupełnianie w organizmie wody. W końcu nasze ciało składa się aż z około 75 % wody.  
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i wybaczcie moją nieobecność na Waszych blogach.