poniedziałek, 28 stycznia 2019

Kocie sprawy - Milenka

Dopiero dzisiaj mogę na spokojnie napisać o mojej podopiecznej Milence.
W sobotę opuściła nasz dom, by zamieszkać u nowych opiekunów w Krakowie. 
Całą sobotę i niedzielę przepłakałam, wspominając moją maleńką "kocią córeczkę".
Była u nas od września, skradła nasze serca i pozostawiła ogromny smutek i pustkę.
Na pewno, gdyby było mnie stać na czwartego kota w rodzinie,
 to nigdy, przenigdy nie oddałabym jej nikomu, ale po pierwsze - mamy już trzy koty,
 po drugie - Basia ma uczulenie na nie,
 po trzecie - Milenka wymaga specjalistycznego leczenia
 z uwagi na doznane urazy miednicy i biodra, które to zapewne były konsekwencją
 - tak przypuszczamy - okrutnej krzywdy wyrządzonej przez człowieka - niewykluczone,
 że ktoś, kiedyś mocno ją kopnął i stąd te obrażenia.
 Kiedy ją znaleźliśmy zastanowiło nas, że przy wskakiwaniu na krzesło, łóżko czy szafkę, 
tylne łapki ściągały ją na podłogę i przewracała się całym ciałem na bok. 
Gdy troszkę podrosła, radziła sobie znakomicie, ale zdarzały się jej te przewracanki
 i trzeba było ją zdiagnozować, co powoduje takie zachowania.
Po prześwietleniu aparatem rentgenowskim okazało się,
 że mogła mieć złamaną lub pękniętą miednicę i uszkodzenia w stawie biodrowym. 
Tak więc kolejna diagnostyka jest konieczna.
Tak się stało, że akurat zgłosiły się osoby, którym nie przeszkadza,
 że kotek jest inwalidą i że będzie wymagać specjalistycznej opieki
 zarówno przez opiekunów jak i przez lekarza weterynarii.
Nowi właściciele kotka przyjechali po nią osobiście i w sumie byliśmy zaskoczeni, 
że prezes fundacji przyjechał po nią z samego rana i  w pośpiechu odebrał ją od nas.
 Stałam przy oknie balkonowym i wyłam, widząc jak oddala się na parking z Milenką w kontenerku.
A potem nie miałam siły na nic, by w domu cokolwiek zrobić; wciąż przed oczami miałam Milenkę, 
jej ostatnie u nas śniadanko, jej ostatnie mruczanki z samego rana, gdy przyszła, 
jak zwykle, na oparcie łóżka i czekała aż odkryję kołdrę,
 by mogła wskoczyć pod nią i przytulić się do mnie.
Do tej pory nie mogę oswoić się z ciszą, jaka jest w domu -
 tak było wesoło, radośnie przy jej temperamencie.
 Zawsze mówiłam, że ma turbodoładowanie albo że ma kocie ADHD.
Mam nadzieję, że nowi opiekunowie zajmą się jak należy Milenką
 i dadzą jej taką samą ilość miłości, jaką otrzymała od nas.
Dzisiaj odważyłam się - bez emocji i łez - zadzwonić do nich i porozmawiałam na temat Milenki.
Zniosła dobrze podróż, aklimatyzuje się już - bawi, je, załatwia do swojej kuwety 
i powoli poszerza swoje terytorium, które dzieli ze starszą kotką właścicieli.
Podałam parę informacji o jej upodobaniach dietetycznych i  zabawowych. 
Całkiem sensownie rozmawiało mi się z panem Sławomirem i ta rozmowa uspokoiła mnie na tyle,
 że dzisiaj wzięłam się wreszcie w garść i mogę bez łez o niej myśleć, 
choć oczywiście przy pisaniu tego postu ich nie uniknęłam.
Na koniec parę zdjęć Milenki z pobytu u nas:












Mamy bardzo dużo zdjęć Milenki, które będą przypominały,
 że była z nami przez te kilka miesięcy i że zostanie na zawsze w naszych sercach.
Milenko - kochamy Cię i bardzo tęsknimy!

niedziela, 27 stycznia 2019

Kokosanki - placuszki bezglutenowe bez jajek



Kolejny Basi przepis na danie bezglutenowe:

szklanka mleka kokosowego - własnej roboty
po kilka łyżek mąki jaglanej i ryżowej
2- 3 łyżki wiórek kokosowych pozostałych po zrobieniu mleka kokosowego
szczypta soli

W misce wymieszać wszystkie składniki, tak by otrzymać ciasto
 o konsystencji gęstej śmietany.
Na patelni rozgrzać olej kokosowy.
Kłaść na gorący tłuszcz po jednej łyżce ciasta.
Smażyć na złoty kolor.
Najlepiej smakują prosto z patelni.
Do popijania - szklanka mleka kokosowego (oczywiście własnej roboty!).


Smacznego!

środa, 23 stycznia 2019

Komin na drutach do czapki warkoczowej

Kominek do czapki zrobiony! Dość długi okres dziergania jak na tak małą rzecz,
bo prułam od linii dodawanych oczek kilkakrotnie, 
by wzór równomiernie rozłożył mi się wokół szyi. 
Udało mi się co do jednego oczka - ani za mało, ani za dużo - tyle ile trzeba:))
Mojej modelki nie udało się namówić na zdjęcia, bo chora, ale jak wyzdrowieje, 
postaram się zrobić parę zdjęć kompletu, szczególnie, że z pozostałej włóczki
robię mitenki i dobrze by było, żebym pokazała już jego całość.


Czapka dostała nowy pompon, dzięki któremu zyskała na wyglądzie:))


Tyle zostało mi z trzech 50 gramowych moteczków włóczki Bravo,
 mam nadzieję, że wystarczy na mitenki,
bo na rękawiczki chyba będzie za mało,
choć byłabym mile zaskoczona, gdyby jednak wystarczyło.


*
Serdecznie pozdrawiam wszystkich zaglądających tutaj:))

środa, 16 stycznia 2019

Czapka na drutach wzorem warkoczowym

Ostatnio na dzierganie nie narzekam, zaległych robótek coraz mniej, troszkę powstało nowych,
ale gdy tylko siadam, by napisać parę zdań na blogu i zamieścić zdjęcia, to troszkę się nie mogę ogarnąć. 
Siedzę, gapię się w ekran, coś tam napiszę, a potem kasuję i wyłączam się z bloga.
Chętnie zleciłabym swoim córciom pisanie tutaj, gdyby tylko była taka możliwość:))
Dlatego będzie krótko: zrobiłam sobie czapeczkę na drutach z akrylowej włóczki Bravo.
 
 

Projekt własny. Wzór prosty, ściągaczowy. 
Jednakże dopasowywanie ilości oczek w obwodzie zajęło mi sporo czasu, 
bo lubię czapki układające się blisko głowy. 
Również w ilości gubionych oczek musiałam się pilnować, by zachować układ warkoczy. 
Gdy ma się wzór jest łatwiej, gdy chce się zaprojektować swój, trzeba uzbroić się w cierpliwość, często pruć i robić na nowo. 
Zapisałam sobie rząd po rzędzie i będę miała swój własny projekt czapki dla siebie i dla córek.
Basia już zamówiła dla siebie taką samą:)))
 




  Do czapki dziergam komin - wg tego samego wzoru. 

Gdy będę miała całość opublikuję schemat zrobienia czapki i komina,
 bo obiecałam na fb grupie, że go podam.
 
*
 Wszystkiego dobrego życzę i serdecznie pozdrawiam w Nowym Roku
 moich obserwatorów i odwiedzających, wszystkich moich ulubionych blogerów, 
do których wciąż z tą samą przyjemnością zaglądam:))