niedziela, 31 sierpnia 2014

Rekonstrukcja bitwy pod Komarowem

31 sierpnia -  94 rocznica bitwy pod Komarowem.
Byliśmy na historycznej rekonstrukcji tej bitwy. Emocje i wzruszenia niesamowite! Z zapartym tchem oglądaliśmy pokaz musztry kawaleryjskiej i przebieg bitwy!
Poniższe zdjęcia oddadzą najpełniej nasze przeżycia.
Jedynym minusem było to, że gdy jeden z kawalerzystów chciał odczytać protest w sprawie budowania wiatraków na ziemiach pamiętnej bitwy, został mu wyłączony mikrofon i nie dopuszczono do przeczytania tego protestu. Bardzo długo trwały zapewne rozmowy, by przyjęto ten protest, bo czekaliśmy sporo czasu na rozpoczęcie pokazu. W końcu pani wójt gminy oświadczyła, że petycja zostanie przyjęta, ale na jej przeczytanie, tak by wszyscy usłyszeli, o co chodzi, nie wyraziła zgody.













 




























środa, 27 sierpnia 2014

Chwalę się :)))))))

Bardzo rzadko biorę udział w konkursach, rozdawajkach tzw. candy. Po prostu nie mam szczęścia. Tak przynajmniej myślałam, póki nie wygrałam konkursu u Zamotanej Gamy.  Uśmiechnęło się wreszcie i do mnie szczęście, wygrana sprawiła mi ogromną radość :))))))))).
Bo oto nagrodą była ta oto chusta - śliczna, zwiewna, delikatna jak pajęcza sieć, w pięknym bordowym kolorze. Dziękuję Małgosiu za ten konkurs, w którym brałam udział i który wygrałam!
Trzeba wierzyć w szczęście?  TRZEBA!!!


Tak prezentuje się chusta na mojej modelce Basi:


 Tak wygląda w całej okazałości:



 Do paczuszki dołączony był liścik od Małgosi, 
te miła słowa sprawiły mi również ogromną radość:)))


:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))



piątek, 22 sierpnia 2014

Serweta w patriotycznych barwach :)))))

Kolejna serweta ze środkiem jak w słonecznej serwecie. Bardzo podoba mi się ten wzór, ale znowu ze względu na małą ilość włóczek, nie do końca zgodnie ze schematem. Kolejna improwizacja:))
Jak to się mówi "do trzech razy sztuka" - za trzecim razem muszę wydziergać taką samą!







Na razie robię sobie przerwę od serwetek, zabieram się za kolejną szydełkową lalkę, która ma być prezentem na urodziny dla małej siostrzyczki koleżanki Basi. A wyżej pokazana serweta będzie prezentem dla jej Mamy:))
W między czasie z Basieńką będziemy próbować swoich sił w tworzeniu makramowych bransoletek. Zainspirowałyśmy się dzięki Wioletcie z bloga Szczęśliwy dzień. Kiedy obejrzałam Jej ostatni wpis dotyczący właśnie bransoletek i sposobów ich tworzenia, zapragnęłam zrobić podobne, zwłaszcza, że mam trochę koralików i kamieni półszlachetnych, zalegających szkatułkę z biżuterią. Swego czasu takie uszkodzone naszyjniki próbowałam naprawiać i przerabiać, ale potem dałam sobie spokój i odłożyłam. Teraz czas sięgnąć po nie ponownie i coś zrobić. Oczywiście - bransoletki. Jutro idę z Basieńką do pasmanterii po odpowiednie nici, zapięcia i tym podobne materiały:))))) 
Jak zrobię, nie omieszkam się pochwalić :))))))))

niedziela, 10 sierpnia 2014

Słoneczna serwetka

Kolejna serwetka, tym razem w bardzo soczystym, jaskrawym kolorze żółtym. W moich bogatych zasobach znalazłam kłębek anilany i w dwa dni wydziergałam bardzo energetyczną, słoneczną serwetę.
O dziwo - tylko raz ją sprułam, bo pomyliłam rzędy. Dziergało mi się sprawnie i przyjemnie, myślę, że ten żółty kolor dodawał mi energii przy dzierganiu:)))

Spójrzcie na metkę - cena włóczki jeszcze sprzed denominacji - 510 zł!:)))) A denominacja była kiedy? Prawie 20 lat temu!



Wzór pochodzi z zeszytu Diana Robótki Extra - Motywy kwiatowe - nr 4/2013


 Z uwagi na małą ilość tej żółtej włóczki zrobiłam wg schematu środek, natomiast pozostałe rzędy wg swojego pomysłu aż do wykończenia włóczki.
Serweta z gazetki bardzo mi się podoba, więc jeśli kupię kiedyś kordonek, to na pewno zrobię identyczną!

 *
 A co u mojego najmłodszego podopiecznego?



Kwarantanna trwała troszkę dłużej, bo okazało się, że ma koci katar. Zaliczyliśmy pięć wizyt - dostał pięć zastrzyków i kropelki do oczu. Dopiero po leczeniu można było pozwolić, by kotek wychodził z pokoju dziewczynek i zapoznawał się z pozostałymi kotkami.
Radzi sobie doskonale, zaczyna rządzić  i ustawiać Bambusia i Gucia. Bambuś nie daje się tak łatwo, warczy i groźnie mruczy, gdy maluch zbliża się do niego, natomiast Gucio chyba podporządkowuje się Dyziowi, bo pozwala wchodzić mu na swój grzbiet i gryźć w uszko. Ale gdy ma dosyć - ucieka.... Mówimy, że trafił swój na swego, bo do tej pory tak właśnie Gucio zachowywał się w stosunku do Bambusia:)


Kicia jest obojętna i chyba Dyzio czuje tę obojętność, bo poza obwąchiwaniem nie pozwala sobie na zabawy z Kicią.
Bardzo lubię obserwować całą czwórkę podczas pory karmienia. Bambuś rozgląda się wokół i najpierw obserwuje wszystkich, jakby patrzył czy wszyscy mają jednakową porcję, zanim zabierze się do jedzenia (nieraz sprzątną mu z miseczki jego porcję mięska, także muszę dokładać mu i pilnować jego miseczki), Gucio zjada z apetytem groźne wydając dźwięki, by nikt nie zbliżał się do jego miseczki, Dyzio mruczy radośnie zjadając swoją porcję, natomiast Kicia miauczy przeraźliwie zanim spostrzeże swoją miseczkę pod nosem i łaskawie zacznie jeść. Śmiesznie wygląda ta cała czeredka przy kociej jadłodajni:)))


W dalszym ciągu podtrzymuję decyzję oddania Dyzia siostrze, choć moje dzieci nie chcą o tym słyszeć. Ale dla mnie jest to duże obciążenie finansowe - systematyczne odrobaczanie, odpchlenia, szczepienia i leczenie,teraz doszła by na pewno kastracja. No i przecież odpowiednia dieta, bo moje koty są na suchej karmie firmy Royal, więc koszt też jest niebagatelny.
Piszę to, nie żeby się skarżyć, ale - jeśli podejmuję się opieki nad zwierzętami, to muszę być odpowiedzialna. Traktuję je jak członków rodziny, a nie jak coś, co jeśli się znudzi można ot, tak sobie wyrzucić za drzwi. (Przykładem jest właśnie Dyzio. Ktoś bez serca podrzucił kociaka na cmentarz, nie przejmując się tym, że ten maluch może sobie nie poradzić w środowisku, gdzie nawet nie ma co jeść. Do tej pory ulubionym miejscem, gdzie zagląda, jest kosz na śmieci, mimo, że swoją miseczkę z karmą ma wypełnioną po brzegi.)
Tłumaczę moim dzieciom, że Dyzio będzie mieć u Cioci jeszcze lepiej, bo moja siostra  na punkcie kociaków ma jeszcze większego "hopla" niż ja :))
Na razie czekamy na jej powrót z Anglii, do tego czasu rozpieszczamy Dyzia, który tak jak wcześniej pisałam, jest rozkosznym i przytulaśnym kociaczkiem:)))

czwartek, 7 sierpnia 2014

Szydełkowa serweta


Kolejna serweta, którą skończyłam jeszcze w lipcu i bardzo długo robiłam. 
Nie jest to jednak ta serweta, której początek pokazywałam w tym poście. Jak zwykle nie obyło się bez prucia - prułam i dziergałam, bo serweta zwyczajnie robiła mi się z falbankami, mimo, iż robiłam ją dokładnie wg schematu. Przypuszczam, że winą była grubość owej bawełny Sonatki. Zmniejszałam liczbę oczek i zmniejszałam, aż serweta niczym nie przypominała pierwowzoru, ja zaś zaczęłam tracić cierpliwość i ją sprułam.
Sięgnęłam po kolejny wzór, ale i tym razem nie obyło się bez podobnego scenariusza, choć w tym schemacie zmniejszanie liczby oczek nie było tak drastyczne i jakoś dotrwałam do połowy, by dalej kontynuować wzór zgodnie ze wskazówkami. Ale... gdy zbliżałam się do końca coś zaczęło mi nie pasować i znów nie wiele się namyślając zdecydowałam się na sprucie i przerobienie jeszcze raz,  zmieniając schemat  w niektórych rzędach.
Poniżej zdjęcie serwety przed pruciem, na ostatni rząd zabrakło mi nici i miałam spruć tylko dwa rzędy i zrobić końcowy rząd, ale w między czasie przyszła mi na myśl inna koncepcja i sprułam do fragmentu, gdzie zaczynał się ścieg siatkowy, zrobiłam ponownie już wg swojego pomysłu, zmieniając obliczenia oczek i zastępując innym wzorem. I po skończeniu okazało się, że w tym nowym wydaniu serweta bardziej mi się podoba i tak się nie marszczy.

To serweta przed pruciem:


Robienie tej serwety wymagało dużo cierpliwości, bo chwilami miałam już porzucić dzierganie i wziąć się za coś innego. Ale czy znowu niedokończona robótka miała trafić do pawlacza na kilka tygodni, miesięcy czy lat? Nie, musiałam ją skończyć! Powiem tylko, że bardzo zmęczyłam się przy jej robieniu i gdyby nie zamiłowanie do szydełkowania, to przy takim dzierganiu skutecznie wyleczyłabym się z dalszego robótkowania! Na szczęście nie doświadczyłam tego, bo po niej zrobiłam już kolejną, a po kolejnej dziergam następną, ale o nich w następnych postach:)))

 Fragmenty nowej serwety:





Wzór pochodzi chyba z zeszytu "Moje robótki" - piszę chyba, bo swego czasu pożyczałam te zeszyty z biblioteki, robiłam ksero schematów serwetek, które podobały mi się i które chciałam kiedyś zrobić. Okazja nadeszła, wyciągam skserowane wzory,  ale brak na nich  numerów gazetek :((

Zdjęcia jak zwykle nie udane, ale cóż, nie wszystko jest tak, jakby się pragnęło, by było! 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Szydełkowy sweterek maleńkiej Hani

W czasie domowych porządków w szafach i pawlaczach znajduję albo niedokończone moje robótki, albo już gotowe,  zostawione na pamiątkę. Jedną z takich pamiątek jest pierwszy sweterek szydełkowy dla dziecka, który dziergałam będąc w ciąży. Nawet nie prosiłam lekarza, który robił mi usg, by mi powiedział czy urodzę chłopca czy dziewczynkę. Ważne było w owym czasie, by urodziło się zdrowe, zwłaszcza, że ciąża była zagrożona i pierwsze miesiące praktycznie przeleżałam w łóżku. A gdy pewne już było, że będzie dobrze, wyciągnęłam różową włóczkę i w ten oto sposób powstał landrynkowy sweterek dla Hani. Bo od początku tak nazywaliśmy z mężem nasze pierwsze dziecko, (mąż ciągle mi powtarzał, że będzie dziewczynka, a i ja w skrytości ducha marzyłam o tym). 
I ten sweterek za każdym razem przypomina mi o tym czasie oczekiwania, radości i miłości jaką przeżywaliśmy. 
Takie oto refleksje naszły mnie w związku z poprzednim moim postem, gdy moje pierwsze dziecko obchodziło osiemnastkę:)))
A oto pierwszy szydełkowy sweterek Hani, niestety zdjęć z czasów, gdy go nosiła nie mam, przejrzałam wszystkie albumy, nie znalazłam ani jednego. 
Nałożyłam go na Hani lalkę Chou-chou, by zaprezentować:





 

piątek, 1 sierpnia 2014

"Osiemnaście mieć lat, to nie grzech!"

Lipiec minął nam bardzo szybko - tak szybko, że nie miałam kiedy napisać o najważniejszym dla nas rodzinnym wydarzeniu. Bo przecież moja pierworodna, kochana córeczka Haneczka właśnie w lipcu obchodziła swoje 18 urodziny. Obchodziła je w tym roku- jak policzę - 4 razy :)))).
 
Pierwszy raz był w czerwcu w szkole, piekłam wtedy ten ogromny tort, który zaniosła dla swoich klasowych koleżanek i kolegów, drugi raz 6 lipca, bo ten dzień to data Jej urodzin - było małe przyjątko dla nas domowników, 13 lipca w restauracji i 26 lipca bardziej uroczyście z zaproszonymi gośćmi w domu. Były to również Jej imieniny, więc podwójnie świętowaliśmy, a raczej potrójnie, bo przyjechała moja siostra Anna, również solenizantka.
 
Przypomniał mi się wierszyk, który napisała Hania o cioci Ani: 

Coś o cioci Ani
Ciocia Ania jest wesoła,
żartów wiele ma w swej głowie,
lecz gdy żarty Jej się znudzą -
to wnet bajkę nam opowie.
Ciocia Ania jest "supero",
bardzo Ją lubimy.
 Wszyscy wiedzą, że ja i Ciocia
               mamy razem imieniny!    (2004r)


Tak więc świętowaliśmy mojej córeczki osiemnastkę, wspominając przy okazji różne anegdotki, z czasów jak była malutka:)) Przytoczę tutaj jedną związaną z potrawą, której Hania nie lubiła, a którą teraz zajada się ze smakiem.
Otóż jak zaczęłam wprowadzać do Jej diety nowe potrawy, jedną z nich był szpinak. Niestety, moje dziecko za każdym razem odmawiało, skutecznie blokując usteczkami łyżeczkę ze szpinakiem. Któregoś razu wywiązała się między nami taka oto rozmowa:
- Jedz Haniu szpinak, jest bardzo smaczny i zdrowy. Ma dużo witamin...
- Nie będę jadła !
- Haneczko, jedz, mamusia bardzo Cię prosi...
- Nie, nie będę jadła!
- Jedną łyżeczkę...
- Nie, nie, nie!
- No, tylko spróbuj jaki dobry...
I tu moje dziecko straciło cierpliwość i usłyszałam takie oto słowa:
- Śpadaj z tim śpinakiem!!!
I do dzisiejszego dnia nie wiem, skąd znała taką odzywkę:))))
Takie i inne powiedzonka mam zapisane w specjalnym notesiku-pamiętniku, który prowadziłam swego czasu.
A teraz moje dziecko jest pełnoletnią panienką.
Ale czy myślicie, że dla mnie coś się w związku z tym zmieniło? 
Nie - ona nadal jest dla mnie tym rozkosznym bobasem, na którego tak długo czekałam i pragnęłam:))


 Tym razem upiekłam tort owocowy


Haneczka przymierza się do krojenia tortu



Toast wznieśliśmy czerwonym szampanem:))


 
 
Kocham Cię moja córeczko bardzo, bardzo, bardzo:)))))

 
W archiwum komputera odnalazłam dwa zdjęcia Haneczki jak była mała; na Jej buźce zawsze gościł uśmiech taki od ucha do ucha:)))) Teraz też często tak się śmieje, ale na zdjęciach przybiera raczej poważną minę:))