sobota, 30 kwietnia 2016

Serweta frywolitkowa - inspiracja

Zanim dokończę swój rozpinany, szydełkowy sweter i pochwalę się nim na blogu, podzielę się z Wami  inspiracjami z zeszytów, które wypożyczyłam z biblioteki. Wzory pochodzą z :  "Moje Robótki", " Diana - Robótki ręczne", "Diana - Robótki" i innych. Niestety, skanując te zeszyty, nie miałam czasu, by podpisać obrazy, z jakich numerów i lat pochodzą.
Dzisiaj będzie to serweta frywolitkowa, a więc dla miłośniczek tej techniki, prawdziwa perełka.
Ja, niestety, nie zaprzyjaźniłam się z frywolitką, choć swego czasu kupiłam książeczkę do nauki, ale sama nie wiem, czego bardziej zabrakło - czasu? chęci? a może dobrego wzroku, bo nie ukrywam, że praca przy niej, jak najbardziej - przynajmniej dla mnie - tego by  wymagała.






Mam nadzieję, że schematy są w miarę czytelne i nie będzie problemu z ich rozszyfrowaniem.
Jeśli tym wzorem zainspirowałam Was, to życzę samej przyjemności w dzierganiu tej serwetki, bo chyba przyznacie, że jest piękna!

czwartek, 28 kwietnia 2016

Weselne wspomnienia

Wesele i ....po weselu. Tak szybko czas nam minął na tej wspaniałej imprezie. Przyjechaliśmy w piątek wieczorem do Głogówka. Choć było dość zimno, to jednak słońce dawało nadzieję, że dzień weselny będzie ciepły i pogodny. I tak się stało!. Sobota - 23 kwietnia - powitała nas promiennym blaskiem :))

Ratusz w Głogówku:
 

Oczywiście moje córcie nie mogły nie zrobić "selfie" na głównym placu  miasteczka:

Zbieranie grosików przez Młodą Parę:

 Ostatnie poprawki garderoby i można zaczynać wesele:

Po pierwszym tańcu Młodej Pary, w celu integracji weselników, chłopcy z Zespołu Muzycznego organizowali nam zabawne tańce. Tutaj moja Basia i mój bratanek Krzysio, notabene Jej Chrzestny:


Moja Hania ze swoim chłopakiem:

 Basia z Panem Młodym:

Oczywiście nie mogło i mnie zabraknąć na sali tanecznej:
Bawiliśmy się wspaniale:

Bukiet ślubny złapała moja Basia:
 Tutaj tańczy z chłopcem, który złapał muszkę Pana Młodego:

Niezwykle mile wspominam wesele Justynki, mojej Bratanicy i Jakuba. Była okazja do spotkania się z moimi braćmi, bratowymi i ich dziećmi. Humor dopisywał wszystkim weselnikom. Nie ukrywam, że po weselu zachrypłam od śpiewania i okrzyków wznoszonych na cześć Młodej Pary :)) Pewnie i większość weselników miała potem kłopoty z gardłem :))
Teraz zbieramy od wszystkich zdjęcia, żeby jak najwięcej ich mieć i do oglądania i do wspominania tej wspaniałej uroczystości.

 Młodej Parze jeszcze raz życzę wszystkiego najlepszego na Nowej Drodze Życia:))


środa, 20 kwietnia 2016

Marcin Ciszewski - "Wiatr"

Jak coś mi nie wychodzi w dzierganiu, to zawsze odkładam to na potem, by na jakiś czas odpocząć od zmagania się nie tylko ze wzorem, ale i z samą sobą. Tak stało się z dzierganiem bluzeczki SB.
Czeka mnie kolejne prucie i kolejna od nowa robota. Owszem - zrobiłam zdjęcia i zapewne w poście, w którym pochwalę się zrobioną bluzką, pokażę owe niedoróbki. Już tak mam, że jak nie podoba mi się to co robię, nawet ściśle wg wzoru, to nie ma siły, bym pozostawiła to w takim stanie i nadal kontynuowała dzierganie. Bluzka odłożona.
W międzyczasie sięgnęłam na wydzierganie rozpinanego sweterka, który myślałam, że wykończę przed podróżą na wesele na ten weekend, ale niestety, nie skończę go. Powód - ten sam co wyżej. Prucie, prucie i ciągłe prucie. Mogę określić je tak: to, co zrobiłam wczoraj, dzisiaj zostało sprute, bo np. opuściłam jedno oczko i w kolejnym rzędzie go brakuje, za mało oczek nabrałam przy poszerzaniu karczka lub po spruciu nabrałam ich za dużo, rękawy okazały się za szerokie. Po prostu jestem zmęczona tym ciągłym pruciem. Zniechęcona do dalszego dziergania. Ale z drugiej strony - jestem zawzięta, nie ma  siły, bym nie ukończyła tej bluzeczki i tego sweterka. W przyszłym tygodniu, po powrocie z wesela, zabieram się na  nowo do dziergania!

*

Tymczasem polecam wszystkim lubiącym sensacyjne książki, powieść Marcina Ciszewskiego "Wiatr".
Jest to raczej thriller, a najważniejsza akcja powieści rozgrywa się w noc sylwestrową, w najbardziej mroźną i wietrzną pogodę. Grupa kilkunastu osób chce spędzić tę jedyną w swoim rodzaju noc, nie gdzie indziej, jak na Kasprowym Wierchu. Wśród nich jest dwóch policjantów Jakub Tyszkiewicz i Stanisław Krzeptowski. I wcale nie jadą tam służbowo. Po prostu chcą się dobrze bawić, pić i tańczyć, odreagować stresy związane ze swoją pracą, w ten jeden dzień nawet o tej swojej pracy zapomnieć. 
Równolegle rozwija się sensacyjny wątek: oto uzbrojona grupa mężczyzn, zmierza dokładnie w tym samym kierunku, mająca za zadanie namierzyć i zlikwidować jednego człowieka, uważanego za zdrajcę. 
Strona po stronie akcja nabiera tempa, i z każdą stroną dowiadujemy się, o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego grupa ta jest tak zdeterminowana, że nie bacząc na przeszkody, jakimi jest pogoda, dąży do celu. Dlaczego stawiając na szali swoje życie, nie przerywa akcji, a wręcz doprowadza do tragicznych w skutkach wydarzeń...
Powieść Ciszewskiego jest niezwykle ciekawa, intrygująca, a wprowadzane stopniowo kolejne sensacyjne wątki, trzymają w napięciu. A o najbardziej szokujących informacjach dowiadujemy się na końcu. W tajemniczą aferę zamieszani są wpływowi ludzie, którzy dla finansowych korzyści są gotowi poświęcić życie innych, byle tylko osiągnąć swój nie zawsze zgodny z prawem, cel. 
Uwielbiam takie książki! Niezwykła intryga, wiarygodnie przedstawione postaci, logiczny ciąg zdarzeń, a przede wszystkim niezwykle plastycznie przedstawiony opis warunków atmosferycznych, jakie panowały w tę sylwestrową noc - a szczególnie tytułowy "wiatr" !