czwartek, 30 kwietnia 2015

Obrus szydełkowy

Skończyłam już  szydełkowy obrus - nareszcie, bo dzierganie wciąż tych samych elementów na dłuższą metę stało się dla mnie nużące! Wydziergałam go z trzydziestu czterech sześciokątnych elementów. Zaczęłam robić  18 lutego, skończyłam 24 kwietnia, jednakże sumując tylko godziny jego wykonania wyszło mi ok. 67 godzin.
Dla mnie to dość szybkie tempo wykonania, bo w zasadzie robię wolniej i w tym przypadku "podziwiam" siebie za tak szybkie ukończenie obrusa:))
Zatem kilka zdjęć obrazujących efekt mojej pracy:







Robiłam podwójną nitką z kordonka Maxi krem,  zużyłam 15 motków, ale troszkę zostało. W sam raz na serwetkę.
Czy Wam też tak szybko upłynął kwiecień? Bo mnie bardzo, a miałam ten miesiąc niezwykle pracowity, nawet zapomniałam o kolejnej rocznicy blogowania przypadającej 24 kwietnia.
Teraz po weekendzie, matura mojej Hani. Zastanawiam się, kto bardziej przeżywać będzie ten czas, bo obserwując moje dziecię, nie zauważyłam po niej żadnego stresu, w przeciwieństwie do siebie - już od kilku dni "ściska" mnie na samą myśl o Jej egzaminach maturalnych:))

Życzę cieplutkiego słoneczka i wspaniałego wypoczynku podczas pierwszych dni maja!

czwartek, 23 kwietnia 2015

Renata Kosin -"Tajemnice Luizy Bein", Agata Kołakowska -"Wszystko co minęło"


 Z tych dwóch pozycji czytelniczych:
Agata Kołakowska: "Wszystko co minęło", Renata Kosin: "Tajemnice Luizy Bein", tylko ta ostatnia wciągnęła mnie w swoją treść i wywarła jako takie emocje. Może dlatego, że miała w sobie coś z kryminalnego wątku, a ja jako fanka kryminałów (choć też nie do końca takowych) wciągnęłam się w jej czytanie. Przyznam się, że czyta się dość szybko. Chcąc dowiedzieć się o losach tytułowej bohaterki, trzeba zmierzyć się z całą skomplikowaną sytuacją wyjaśniania odkrywanych przez młodą dziennikarkę - drugą bohaterkę powieści - faktów z życia Luizy i jej potomków.
Książka ma w sobie wiele z fikcji, ale i wiele z faktów, bo okazuje się, że w istocie w podolsztyńskim miasteczku - Barczewie, odkryto ludzkie szczątki - kobiety i dziecka, a także szczątki mężczyzny bez nóg.
Ten wątek znalazł  się właśnie w powieści Renaty Kosin i bardzo zgrabnie został wpleciony przez autorkę w fabułę, z każdą stroną przybliżając do wyjaśnienia szeregu tajemnic związanych z dziedziczką i filantropką Luizą Bein.

"Wszystko, co minęło" jest  zmierzeniem się z przeszłością głównej bohaterki Justyny i jej problemami w  dorosłym życiu. Problemy jakże często spotykane w realnym życiu - rozstanie rodziców, załamanie nerwowe matki i jej alkoholizm, próby ratowania jej przez córkę, która musi zastąpić matkę w opiece nad młodszą siostrą, a nawet być matką własnej matki. To wszystko kładzie się cieniem w dorosłym życiu Justyny. Nie może odnaleźć prawdziwej miłości, powoli zamyka się w sobie i skazuje siebie na samotność. A potem pojawia się ojciec...
Mimo, iż książka jest pełna emocji, wrażeń i empatii, to jednak ja nie lubię takich książek. Po prostu uważam, że poruszanie przez autorów tych problemów, nie rozwiąże ich w prawdziwym życiu. I nie wierzę, że wybaczenie osobom, które krzywdzą dotkliwie swoich najbliższych, jest możliwe. W duszy skrzywdzonego dziecka na zawsze pozostają niezagojone rany.
No, ale cóż, być może po to właśnie powstają takie książki, by zmierzyć się z tą problematyką, by naświetlić realne cierpienia skrzywdzonych ludzi i roztrząsnąć kwestię przebaczania.

sobota, 18 kwietnia 2015

Szydełkowy bieżnik

Tym razem zmierzyłam się ze wzorem owalnego bieżnika, bo jeszcze takiego nie "przerabiałam". Wzór oczywiście zaczęłam zgodnie ze schematem, ale skończyłam według własnego pomysłu, bo po pierwsze: zabrakło by mi włóczki, po drugie: już tak mam, że po swojemu improwizuję we wzorach -  czysta kombinacja - wyjdzie, albo nie; zostawię w takiej wersji, albo spruję :))
Bieżnik, to kolejna robótka wykorzystująca zapasy motków zalegających w pawlaczach. Z tej bawełny zostało mi mimo wszystko pół kłębka.





Bambuś już się szykuje do skoku na "wypróbowanie" bieżnika:


Wystarczy tylko położyć coś nowego na stół, by kot zawłaszczył to sobie:


I na nic zakazy typu : "Nie wolno chodzić po stole, nie wolno kłaść się w doniczce, nie wolno zrzucać ze stołu, cokolwiek tam leży" - nic sobie z tego nie robią te moje koty; aby się tylko odwrócić, już ponownie są w akcji.
Nie muszę dodawać, że noc jest dla nich znakomitą porą na harce i zabawy :))

*