środa, 26 lutego 2014

Pruć albo nie pruć - oto jest pytanie!

Czas zacząć wiosenne porządki,  porządki włóczkowo - swetrowo - recyklingowe.
Mam odłożone w szafie kilka swetrów do sprucia i przerobu. Od dłuższego czasu leżą i czekają kiedy wreszcie zadecyduję o ich losie, no ale jak mam się za nie zabrać, skoro ciągle zabieram się za coś nowego, wciąż przybywa mi również nowych włóczek (wczoraj nie mogłam się oprzeć i kupiłam 5 motków bawełnianej włóczki na szydełkową spódniczkę dla dziewczynek). Mam dylemat -  recykling, nowe udziergi czy dokończenie starych. I co zrobić z tymi kartonami upchniętych włóczek, które również czekają na odmianę swojego losu! Pomysłów w głowie kłębi się aż nadto, przybywają nowe inspiracje, a w sumie na tym tylko się kończy. 

W dzisiejszym poście - pokażę zdjęcia sweterków przeznaczonych do przeróbki.








Dziś krótko - a na poprawę mojego humoru ( a może i nie tylko mojego), bo trochę mi żal prucia tych sweterków(?!), zdjęcia moich śpiących, gdzie popadnie pupili.  Najbardziej lubią  spać na czymś twardym!






sobota, 22 lutego 2014

Szydełkowa chusta

Wiosennie się zrobiło, troszeczkę za wcześnie, bo mam obawy przypuszczać, iż zima nie popuści i zaatakuje nas ... w kwietniu, jak to było ubiegłego roku. Ale, że jest ciepło i tak przyjemnie - zaprosiłam wiosnę również do moich robótek ręcznych i wydziergałam moim ulubionym wzorem nie za dużą i nie za małą chustę w wiosennym kolorze zieleni i nieba, (choć dodatek ciemniejszej zieleni zwiastuje i lato.) Kupiłam dwa motki biało-niebiesko-zielonego melanżu Merino Gold Batik.
No właśnie, dodatek koloru białego nie przypadł mi do gustu i został wyeliminowany, choć nie do końca. Gdzieniegdzie malutkie grupy tego koloru przewijają się,  z tej to przyczyny, że musiałabym urywać więcej nici, tam gdzie biel przeplata się z kolorem niebieskim. Jednak te fragmenty już  mnie nie drażniły i takim to sposobem chusta osiągnęła stan finalny.



Z resztki, która została, wydziergałam opaskę na głowę. Wzór jest dwustronny, różniący się od siebie, toteż można nosić opaskę na dwie strony.  Najdłużej zeszło mi przy obrębieniu opaski, próbowałam kilku wzorów na wykończenie, żaden nie spełniał funkcji ściągnięcia opaski, prułam kilkakrotnie, aż w końcu wybrałam najprostszy wzór: dwa słupki, jedno oczko ścisłe, co spowodowało w miarę dobre jej ściągnięcie.















(długo musiałam prosić, żeby moja Basieńka wcieliła się w rolę mojej modelki)

Dzisiaj wybrałam się do weterynarza  z kotami, wróciłam z twarzą podrapaną przez ostre pazurki Bambusia. A myślałam, że jak wszystko załatwię u doktora, to obędzie się bez przykrych doznań ze strony kotów. Ostatnio jak dawaliśmy z Tatusiem tabletki kotom, byliśmy tak podrapani, że powiedziałam "nigdy więcej w domu nie będę podawać im leków doustnych".
Tymczasem i u lekarza nie obyło się od bolesnych podrapań. I choć zamiast tabletek doktor wybrał  zastrzyki,  to niczego nie zmieniło: tym razem ucierpiała moja twarz.

Na zdjęciu, w moich objęciach Gucio - też uwielbiający się przytulać, choć niech Was nie zmyli te jego niewinne spojrzenie, jak trzeba, potrafi wyciągnąć pazurki i zranić. Właśnie jak piszę ostrzy je sobie na moich kolanach.

,
Życzę przyjemnej niedzieli, spacerów w ciepłych promieniach słońca i nabrania sił na przyszły tydzień. Serdecznie pozdrawiam:))

poniedziałek, 17 lutego 2014

17 luty - Dzień Kota

Pies myśli sobie:
"Mój pan jest dla mnie bardzo dobry - karmi mnie, wyprowadza mnie na spacer, kocha i pieści, pozwala spać w swoim łóżku, chyba on jest bogiem!!!"
Kot myśli sobie:
"Mój pan jest dla mnie bardzo dobry - karmi mnie, wyprowadza mnie na spacer, kocha i pieści, pozwala spać w swoim łóżku, chyba jestem bogiem!!!"
Taką anegdotkę przytaczam z okazji Dnia Kota. Nic dodać, nic ująć!


Jestem kociarą od najmłodszych lat, koty zawsze były przy mnie - no, może tylko przez okres kilkunastu lat, gdy moje dzieci borykały się z astmą i alergią - w domu nie pozwalałam na sprowadzenie żadnych zwierzątek. Miały je u dziadków czy wujków. Ale gdy u brata jego kotka urodziła sześć kociąt,  moje dziewczyny tak zawracały mi głowę, by wziąć jednego, że uległam urokowi tych kociaków i poprosiłam brata, by przywiózł upatrzoną przez nas czarno-białą kotkę. Niestety, brat oddał ją komuś innemu, a ponieważ został mu już tylko burasek, obiecał nam, że go przywiezie. I tak w naszym domu pojawił się Bambuś - przebył drogę ponad trzystu kilometrów, przeraźliwie miaucząc, a gdy brat wszedł do naszego domu i wyjął zza pazuchy - Bambuś od razu ujął nasze serce. Pierwszą noc zasnął oczywiście przytulony przy mnie, i odtąd jego pierwsze godziny snu upływają mniej więcej w taki sposób:




A potem pojawił się drugi burasek - Gucio. Znaleziony pod blokiem tatusia, maleńki, brudny i chory. Wzięliśmy go do domu, obmyliśmy z brudu i na drugi dzień zawieźliśmy do weterynarza. Został odpchlony, odrobaczony, dostał leki na koci katar, na zapalenie spojówek. Bambuś długo na niego warczał, nie dopuszczając do siebie, ale gdy stopniowo przyzwyczaił się do Gucia, stał się bardzo troskliwym opiekunem. Zaczął go wylizywać, pilnować, chodził krok w krok za nim i choć zaraził się również kocim katarem, to naprawdę nad podziw było patrzeć jak opiekuje się małym.




Dziś co prawda rzadko śpią koło siebie, raczej chodzą własnymi ścieżkami, ale czasami zaczynają swoją ulubioną zabawę: najpierw długo jeden drugiego wylizuje, potem zaczynają machać łapkami przed swoimi nosami, a potem zaczyna się zabawa w berka po całym mieszkaniu, i wtedy nie ma dla nich żadnych przeszkód, wszystko fruwa, a gdy jeden drugiego złapie - o, wtedy czasami trzeba interweniować, bo boleśnie potrafią podrapać się albo ugryźć. Za chwilę jak gdyby nigdy nic znów panuje zgoda, zmęczeni kładą się obok siebie i znów wylizują. I tak codziennie.




A na ten szczególny dzień polecam do przeczytania książeczkę :"Niesamowicie rozkoszne koty" autor - Stuart i Linda MacFarlane. Nazwałam ją zbiorem kocich myśli, bo i jest w niej cała filozofia kociego rozumu, zresztą z mojej obserwacji Bambusia, Gucia i Kici - jakże trafna!
Przytoczę chociażby takie zdania:
"Człowiek nigdy nie powinien próbować mówić kotu, co ma robić. Może usiłować skłonić nas do zrobienia czegoś przekupstwem, błaganiem, apelowaniem, przymilaniem się, zaklinaniem, schlebianiem, żebraniem. Nawet wtedy jednak najpewniej po prostu go zignorujemy.
"Kot potrafi usłyszeć ziewnięcie myszy z odległości mili, ignorując proszący głos człowieka, który stoi sześć stóp od niego."
"Na odgłos otwieranej puszki kot może osiągnąć prędkość większą od prędkości światła."
Te ostatnie zdanie jak najbardziej odnosi się do moich pupili. Czasami szukam ich po domu, gdzie ulokowali się na drzemkę, a muszę powiedzieć, że niełatwo ich znaleźć - wystarczy tylko, bym otworzyła saszetkę z mokrą karmą - ba, wystarczy, że wezmę ją tylko do ręki - są natychmiast!!!



Na zakończenie - prośba kotków z okazji Dnia Kota - " ...kochaj mnie choć w połowie tak mocno, jak ja kocham siebie".

Cytaty pochodzą z książeczki: Niesamowicie rozkoszne koty", aut. Stuart i Linda MacFarlane, Wyd. Media Rodzina, 2011.

piątek, 14 lutego 2014

Walentynki

Dzisiaj Walentynki - Święto Zakochanych i Kochanych.
Moimi Walentynkami są oczywiście moje córeczki i dla nich przygotowałam taki drobny upominek, oczywiście jakżeby inaczej, wydziergany z włóczki. Od jakiegoś czasu moje dziewczyny noszą takie niciane bransoletki wykonane przez siebie wzorami makramy. Ja wykonałam takie bransoletki na szydełku, jak na Święto Walentynkowe przystało, w kolorze czerwonym - serduszko na "łańcuszku" zapinane guziczkiem. Proste i szybkie w wykonaniu.

                            Oto one:

Dla Hani :




 Dla Basi :




Córciom się spodobały, a Basia zamówiła takie same dla swoich przyjaciółek z klasy, więc dodatkowo wykonałam jeszcze trzy sztuki. Zaniesie je w poniedziałek jako spóźniony prezent walentynkowy:))





 Wszystkim Zakochanym i Kochanym życzę, by ich miłość trwała wiecznie!!!

środa, 5 lutego 2014

Urodzinki Basieńki

Dzisiaj czternaste urodzinki mojej najmłodszej córci, Basieńki. Jak ten czas szybko zleciał! Pamiętam, jak Hania dopominała się, że chce mieć dzidzię. Zaglądała do każdego mijanego wózka. "Kup mi taką dzidzię, daj tej pani pieniążki, a ja sobie ją wezmę".  "Dzidzi się nie kupuje - odpowiadałam nieustannie - tylko trzeba urodzić. - To mi urodź." Tak wyglądały nasze rozmowy na każdym spacerze. No i aż  niecałe cztery lata Hania musiała czekać na siostrzyczkę, choć jak mówiliśmy, że może być braciszek, nie przyjmowała tego do wiadomości. Siostrzyczka i basta. Lekarz prowadzący moją ciążę podejrzewał nawet bliźnięta, a jak powiedział do Hani, że może mama urodzi dwojaczki, to Hania odpowiedziała "Nie, mama urodzi czworaki!" Jednak ani dwojaczki, ani "czworaki" tylko zgodnie z zamówieniem Hani wyczekiwana siostrzyczka. Naturalnie, że imię dla niej wybrała Hania, natomiast na drugie Basia dostała Emilia. Teraz moja pociecha przerosła już mamusię i żeby do niej mówić muszę zadzierać nieco głowę, by spojrzeć w te śliczne błękitne oczęta.

Pierwszy dzień Basi w domu.
                               

Pierwszy roczek.
                                

Pierwsze urodzinki i tort urodzinkowy.

Basia z Dziadkami: moja Mamusia i Tatuś.
                                                       

Trzecie urodzinki Basi.
                                              

Czwarte urodzinki Basi



A potem były:piąte, szóste, siódme ....., a dzisiaj już czternaste! 



 Wszystkiego najlepszego córeńko - KOCHAM CIĘ BARDZO !